Wypowiedź wrocławskiego radnego Roberta Suligowskiego wywołała burzę wokół planowanych zmian organizacji ruchu na granicy Wrocławia i gminy Siechnice. Chodzi o wprowadzenie od 2 maja nowych zasad w rejonie ulic Gazowej, Karwińskiej i Mościckiego, które utrudnią mieszkańcom Iwin i Zacharzyc dojazd z Brochowa.
Zmiany zakładają m.in. wprowadzenie ruchu jednokierunkowego na ulicach Koreańskiej i Boiskowej, co w praktyce zablokuje bezpośredni powrót z Wrocławia do Iwin. Mieszkańcy alarmują, że będą zmuszeni korzystać z długich i często zakorkowanych objazdów, mimo że na co dzień dojeżdżają do Brochowa do szkół, pracy i usług.
Do protestów odniósł się wrocławski radny Robert Suligowski, który w mediach społecznościowych nazwał Iwiny „patodeweloperską naroślą”, a ich mieszkańców właścicielami „hacjend w polu kapusty”. Działacz Koalicji Obywatelskiej i partii Zieloni argumentował, że lokalne drogi nie powinny służyć jako trasy tranzytowe, wskazując jednocześnie na alternatywy, takie jak kolej czy główne arterie drogowe.
Na te słowa zdecydowanie zareagował burmistrz Siechnic Łukasz Kropski. W swoim stanowisku podkreślił, że taka retoryka jest nie do zaakceptowania i prowadzi do stygmatyzowania całych społeczności. Zaznaczył, że problem dotyczy codziennych dojazdów mieszkańców do pobliskiego Brochowa, a nie ruchu tranzytowego do centrum Wrocławia.
Kropski zwrócił też uwagę, że wypowiedź radnego pokazuje brak zrozumienia dla realiów życia w aglomeracji, gdzie decyzje jednej gminy wpływają na mieszkańców sąsiednich miejscowości. Podkreślił, że Iwiny to nie „hacjendy”, lecz normalne miejsce życia wielu rodzin.
Spór szybko przeniósł się do internetu, gdzie krytyka słów radnego pojawiła się nie tylko ze strony mieszkańców gminy Siechnice, ale także samych wrocławian – w tym mieszkańców Brochowa, którzy również obawiają się skutków zmian w organizacji ruchu.
















