Sezon turystyczny praktycznie stracony, klientów brakuje, a około 60 przedsiębiorców z Doliny Bobru nadal czeka na jednoznaczną decyzję władz. Mijają dwa miesiące od wprowadzenia ograniczeń dotyczących korzystania z rzeki, tymczasem wciąż nie ma terminu zakończenia kluczowych analiz. Dla części lokalnych firm dalsze oczekiwanie może oznaczać koniec działalności.
Problem dotyczy około 30-kilometrowego odcinka Bobru poniżej zapory Pilchowickiej. Ograniczenia szczególnie mocno uderzyły w wypożyczalnie kajaków, organizatorów spływów, pola namiotowe i gospodarstwa agroturystyczne. Mieczysław Wróbel, który organizuje spływy kajakowe od blisko 20 lat, szacuje, że skala jego działalności zmniejszyła się o około 90 procent.
Przedsiębiorca próbował ratować firmę, przenosząc część aktywności na Wrzeszczyn. Nie rozwiązało to jednak problemu, ponieważ – jak wskazuje – pływanie po zamkniętym akwenie nie jest dla turystów tak atrakcyjne jak spływ Bobrem.
W liczbie przykładowo około dziewięćdziesiąt procent mniej, bo przenieśliśmy się na Wrzeszczyn, co niewielu ludziom odpowiada – pływanie po akwenie zamkniętym. Więc tam, co już są zmuszeni, co chcą cokolwiek, to przyjeżdżają, ale to nie jest satysfakcja
– mówi przedsiębiorca.
Dwa miesiące obowiązywania ograniczeń oznaczają w praktyce utratę znacznej części najważniejszego dla branży turystycznej okresu w roku.
Jeszcze bardziej dramatycznie swoją sytuację opisuje Cezary Miklas, właściciel najstarszej działającej wypożyczalni kajaków na Bobrze. W jego przypadku problem nie kończy się na samych kajakach. Brak możliwości korzystania z rzeki odbija się również na polu namiotowym oraz agroturystyce.
Dla mnie, jeżeli chodzi o kajaki, to zamykam interes. Pole namiotowe tak samo, bo nikt nie przyjedzie, jeśli nie może popływać. Mam też agroturystykę i tam również widać wyraźny spadek. W tym momencie myślę już nad innym interesem
– przyznaje.
To pokazuje efekt domina, jaki wywołują ograniczenia. Bóbr jest jednym z głównych magnesów przyciągających turystów w ten rejon. Jeśli znika możliwość korzystania z rzeki, klientów tracą nie tylko organizatorzy spływów, ale również inne firmy utrzymujące się z ruchu turystycznego.
Kluczowe znaczenie dla dalszych losów ograniczeń mają badania osadów dennych z Jeziora Pilchowickiego. Wyniki są już znane i potwierdziły silne zanieczyszczenie osadów. Nie oznacza to jednak automatycznie odpowiedzi na pytanie, jakie ryzyko stwarzają one dla osób korzystających z rzeki.
Wyniki przekazano kolejnym specjalistom, którzy mają ocenić możliwy wpływ zanieczyszczeń na zdrowie ludzi i zwierząt. Problem w tym, że nie podano terminu zakończenia tych analiz. Dopiero na ich podstawie mają zapaść decyzje dotyczące utrzymania, zmiany lub zniesienia obowiązujących ograniczeń.
Wojewoda dolnośląska Anna Żabska uzależnia dalsze decyzje od stanowiska specjalistów.
Jeśli tylko będę mieć potwierdzenie od ekspertów, od specjalistów w tej materii, stąd też moje zapytania bezpośrednio do ekspertów w tych dziedzinach, by mieć pełną świadomość, czy ewentualna modyfikacja i zmiana, czy też utrzymanie, jest podyktowana troską o zdrowie i życie ludzi i zwierząt
– wyjaśnia.
Ostrożność w przypadku potencjalnego zagrożenia dla zdrowia jest zrozumiała. Z punktu widzenia przedsiębiorców coraz większym problemem staje się jednak brak konkretnego terminu, w którym mogliby spodziewać się rozstrzygnięcia.
Firmy nie wiedzą, czy przygotowywać się do wznowienia działalności, czy uznać sezon za definitywnie stracony. Według przekazanych informacji skutki sytuacji odczuwa około 60 przedsiębiorców działających w Dolinie Bobru.
Dla części z nich rzeka jest podstawą całego modelu biznesowego. Kolejne tygodnie ograniczeń oznaczają więc nie tylko mniejsze bieżące wpływy, lecz także ryzyko utraty klientów, rezygnacji z inwestycji czy ostatecznie zamknięcia działalności. Przedsiębiorcy wskazują również na brak rekompensat za ponoszone straty.
Sytuacja staje się szczególnie trudna dlatego, że nie chodzi już o krótkotrwałe, kilkudniowe ograniczenie. Minęły dwa miesiące, a lokalny biznes nadal nie otrzymał odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytanie: kiedy zapadnie decyzja dotycząca przyszłości korzystania z Bobru?
Jeżeli istnieje realne zagrożenie dla zdrowia ludzi lub zwierząt, utrzymywanie ograniczeń jest uzasadnione do czasu jego rzetelnego wyjaśnienia. Nie zmienia to jednak odpowiedzialności administracji za możliwie sprawne przeprowadzenie badań i przekazanie mieszkańcom oraz przedsiębiorcom jasnego harmonogramu dalszych działań.
Po dwóch miesiącach lokalne firmy nadal nie wiedzą nawet, kiedy mogą spodziewać się zakończenia analiz, od których zależy ich przyszłość. Dla przedsiębiorcy tracącego 90 proc. klientów różnica między kilkoma dniami a kolejnymi tygodniami oczekiwania może oznaczać różnicę między przetrwaniem a likwidacją działalności.
Przypadek Cezarego Miklasa pokazuje, że dla niektórych cierpliwość już się kończy.
Jeżeli chodzi o kajaki, to zamykam interes
– mówi przedsiębiorca.
I właśnie te słowa najdobitniej pokazują cenę przedłużającej się niepewności nad Bobrem.















